piątek, 12 maja 2017

Położna, czyli Twoja pomocna dłoń przyszła mamo


       Ostatnio, 8 maja obchodziliśmy Dzień Położnej, w związku z tym wpadłam na pomysł by napisać post o tym, że warto mieć taka położna w ciąży. :)

        Gdy zaszłam w ciążę jedyne co wiedziałam o położnych to to, że nachodzą cię po porodzie i wtykają wszędzie nosa. Nie brzmi zbyt przyjemnie, jednak prawda jest nieco inna...
Przy okazji wizyty w przychodni, pani w rejestracji zapytała mnie o położną. Byłam nieco zaskoczona i zdezorientowana, nie wiedziałam zbytnio o co chodzi, ale zgodnie z prawdą odparłam, że żadnej takiej nie mam. Zostałam skierowana do gabinetu położnych by dowiedzieć się więcej.
Jak się dowiedziałam, każdej ciężarnej przysługuje położną w ramach NFZ, nawet jeśli przyszła mama nie jest ubezpieczona. Gdy stuknie nam 21 tydzień ciąży zaczynamy spotkania z położną, ale co te wizyty dają?

      Mi pomogły bardzo wiele. Pani Ania, moja położna, stała się mi bardzo bliska, wizyty były przyjemnością. Tłumaczyła jak powinno wyglądać karmienie, co powinnam przygotować dla dziecka, na czym powinnam się skupić. Rozmawiałyśmy jak koleżanki, mogłam się zapytać o wszystko, podzielić obawami i oczekiwaniami, posiadałam także jej nr telefonu, ten do przychodni jak i prywatny, by móc dzwonić w każdej chwili i dopytywać.
Lecz to nie wszystko, położna, sprawia, że wizyty ginekologiczne w trakcie ciąży są rzadsze (do 3 na okres całej ciąży), prowadzi naszą dokumentacje ciążową, wypisuje skierowania na badania, pobiera materiał do analizy, a gdy dzieje się coś niepokojącego skieruje nas do lekarza, zrobi ktg i przy okazji wizyty sprawdzi (i przy okazji da posłuchać) bicie serduszka maleństwa <3

      Częstotliwość wizyt to jedna na tydzień, przy czym po 32 tygodniu wzrasta do dwóch na tydzień, choć w moim wypadku potrafiły być częstsze. Dodatkowo w moim wypadku od 32 tc wizyty odbywały się u mnie w domu.

       Po porodzie jednak wizyty się nie kończą, zostają jeszcze wizyty patronażowe i trwają one 8 tygodni od porodu. W ich trakcie pytamy o wszystko co nas męczy, np. Ulewanie, kolki, kąpanie, szczepienia, przewijanie, ubieranie, itp. Położna w trakcie wizyty może ściągnąć szwy, Obejrzy twoje piersi, nauczy jak przystawiać dziecko, powie na co uważać, jak obserwować dziecko. Sprawdzi skórę maleństwa, jak goi się pępuszek, czy żółtaczka ustąpiła i czy odruchy neurologiczne naszego maleństwa są w normie.

       Czyli wbrew powszechnym opiniom, "ta straszna" położna, nie dokucza nam i nie szkodzi, a stara się pomóc i dostosować ta pomoc do naszych potrzeb. Nie bójmy się jej, warto zadbać by taka położna nas prowadziła.
Nasza zagościła w naszych sercach na dłużej i pomimo, że Alekta niedawno skończyła 9 miesięcy, nadal mamy ze sobą kontakt i się odwiedzamy oraz dużo rozmawiamy :)

   A jak u was? Mieliście położną?

czwartek, 27 kwietnia 2017

Alekta - Czyli dlaczego tak?

Cóż w poprzednim poście poruszyłam temat zapoczątkowany reakcja ludzi na imię córeczki, jednak w dzisiejszym wpisie chciała bym napisać skąd wzięliśmy takie imię i dlaczego takie, a nie Kasia czy Marta.

Gdy tylko dowiedzieliśmy się z mężem, że zostaniemy rodzicami, zaczęliśmy zastanawiać się nad tym jak nazwać tą małą fasolkę w moim brzuszku. Jednak zanim zaczęliśmy szukać imienia, postawiliśmy sobie kilka warunków:
  • Iż będzie to pierwsze dziecko, to na pierwszą listerę imienia taty, czyli na "A"
  • Imię ma być niepowtarzalne, oryginalne i piękne, ze znaczeniem
  • Jeśli to chłopiec o imieniu decyduje tata, jeśli dziewczynka to mama (oczywiście przy zgodzie obojga)
  • Ma nie sprawiać trudności
I tym o to sposobem zaczęliśmy poszukiwania, mąż oczywiście wydziwiał: "A może Abaddon? Armageddon? Abral?". A ja się śmiałam: "spotkanie z przyjaciółka u nas w domu. Ona: A co tam tak hałasuje w pokoju? Ja: A to tylko Armageddon" albo wyobraźcie sobie, że wołam dziecko, a starsi ludzie dostają zawału :D Po dłuższym namyśle i mojej podpowiedzi stanęło, że jak chłopiec to nazwiemy Arsen, jak bohater powieści, dżentelmen-włamywacz Arsene Lupin.

Z dziewczynką miałam łatwiej, choć pomysł ma mroczne pochodzenie, dla żartu zaczęłam czytać mężowi imiona duchów i demonów z książki 'Encyklopedia Duchów i Demonów' Ernest'a Abel'a i tak trafiliśmy na Alekto "...W mitologii greckiej jedna z Furii", w internecie znajdziemy, że "... mściła gniew i tym podobne zbrodnie moralne...", "...uosobienie nieubłaganego gniewu, niestrudzona...". I to ostatnie słowo zakołatało mi w głowie NIESTRUDZONA.
Podobno znaczenie imienia ma znaczenie, i tu chciałam to znaczenie wykorzystać, chciałam by moja córka była niestrudzona, by osiągnęła wszystko o czym zamarzy, by walczyła. Z czasem znaczenie zaczęło nabierać sensu, ciąża wysokiego ryzyka, cesarskie cięcie i problemy z pierwszym oddechem, była niestrudzona i walczyła by być z nami. I o to nam chodziło.
Jednak forma Alekto nie brzmiała dla nas atrakcyjnie, głównie przez formę bezosobową. I tak mama wymyśliła ALEKTA, ze zdrobnieniem Ala <3 A dla pewności, poprosiliśmy o opinię Radę Języka Polskiego, która wydała pozytywną opinię: "Forma Alekta (inspirowana imieniem mitologicznym Alekto) nie stoi w sprzeczności z zasadami nadawania imion – wskazuje na płeć, nie jest ośmieszająca, nie jest zdrobnieniem innego imienia.". Czyli w skrócie możemy <3

Na świat przyszła dziewczynka, czyli Alekta, w Urzędzie nie robili problemu, nawet stwierdzili, że ładne i oryginalne. Wszędzie, gdzie nie pójdziemy wszyscy są zaskoczeni i zachwyceni imieniem Ali, i tylko czasem słyszę głosy, że imię jest okropne, ale to już zależy od ludzkiego podejścia. My będziemy tłumaczyć córeczce pochodzenie i wartość tego imienia oraz jego znaczenie :)



A wasze maluchy jak się nazywają? A może opowiecie dlaczego tak?

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

O tym jak tolerancja zanika

Pisze posta na fali natchnienia. Właśnie uczestniczę w dyskusji, która mi udowodniła, jak jesteśmy nietolerancyjni. Przeraża mnie to co ludzie piszą, a zazwyczaj piszą co myślą.
Dyskusja wynikła pod jednym z postów na Facebook'u, o tematyce niespotykanych imion. Cóż zabrałam głos, bo jako mama dziewczynki o oryginalnym i jedynym takim imieniu w Polsce, mam co napisać. Alekta, bo na dźwięk tego imienia rozgorzała dyskusja.
Mój komentarz:
" Moja córcia ma oryginalne imię, ale dbaliśmy o to by było łatwe i proste. Dodatkowo prosiliśmy o opinię Radę Języka Polskiego. Alekta, bo takie imię otrzymała córcia jak do tej pory nikomu nie sprawiło trudności i budzi zachwyt. A my wołamy na nią zdrobniale Ala "

Spodziewałam się negatywnych komentarzy, ale to co przeczytałam, wręcz mnie zaszokowało. Na ten przykład dowiedziałam się, że nie mogę zwracać się do córki Ala, bo ona nie ma tak na imię tylko Alekta, a po za tym Ala to zdrobnienie tylko do imienia Alicja. Hmm... Czyli Kasie, Ole, Izy, i tym podobne zdrobnienie też nie powinny być używane? A po drugie, nigdzie nie widziałam, by to zdrobnienie podlegało pod jedno imię, więc raczej mogę używać.
Kilka komentarzy wywołało uśmiech na mojej twarzy, bo kojarzy się komuś z "parabankiem i gotówka od ręki", cóż moja chrzestna mieszkająca w Szwecji dostaje emeryturę za pomocą programu Alekta :) Ale żartuje, że to nasza córeczka wysyła jej emeryturę.
Bardziej zdziwiły mnie teksty "Biedne dziecko", "Alekta? Przykro", "Maskaryczne", cóż wasze zdanie, ale widać, że ludzie z góry oceniają.

Po moich obserwacjach widzę, że dla wielu osób coś nowego, niespotykanego oznacza największe zło. Uważają, że trzeba to zadeptać, zniszczyć i zgnoić. Ale co najśmieszniejsze, to nie dzieci wyśmiewają najbardziej imiona, a ich rodzice, a one idą tylko za przykładem. dzieci uczą się tolerancji i kultury od nas samych.

Nie jestem zbyt dumna, ale mieszkam na dzielnicy, gdzie najwięcej jest patologicznych rodzin i to co widzę i słyszę przechodzi wszelkie pojęcie. Małe dzieci, które klną lepiej niż szewc, i straszą kolegami taty (tata nie bo on odbywa karę w więzieniu), plują i biją. A skąd uczą się tych zachowań? Z domu. Tak samo z naśmiewaniem imion, jak rodzic nie wyśmiewa, to i dziecka nauczy tej tolerancji.

W sklepie, zaobserwowałam sytuację, że dziecko powiedziało do mamy "Patrz jaka gruba świnia", pokazując na puszystą dziewczynę, która słysząc te słowa, spojrzała na matkę chłopca wymownie. Ja w tej sytuacji wytłumaczyła bym, że po pierwsze nie ładnie tak mówić i obrażać ludzi, a Panią ma przeprosić. Ale nie TA matka: "Co się Pani tak patrzy? Spasła się Pani, a synek to tylko zauważył". Aż mi ręce i cycki opadły. I powiedzcie, skąd takie dziecko ma się uczyć kultury?

Drugi przykład. Wracałam ze spaceru z Alą i teściową. Teściowa ma problemy z nogą i chodzi o lasce i utyka. Idąc przez naszą ulicę, chłopak na oko 11 letni, rzucił w nią kamieniem i zaczął wrzeszczeć "Kaleka". Trochę mu mina zrzedła, jak zagroziłam, że porozmawiam z jego mamą i weszliśmy do sąsiedniej bramy. Ale po rozmowie z mamą stwierdziłam, że nic nie uradzę, bo matka tylko powiedziała, coś w stylu "Niech pani nie zmyśla, bo mój synek jest grzeczny"

Wiele sytuacji jeszcze widziałam, a szczególnie na podwórku. zazwyczaj szablon jest taki: Dziecko zachowuje się nieładnie - rodzic głaszcze po główce i nagradza

Zaczynam coraz bardziej obawiać się społeczeństwa. Bo to my tworzymy nowe pokolenie i my uczymy kultury, której części osób brakuje.

A jak wy uważacie? Czy też myślicie, że jesteśmy coraz mniej tolerancyjni i kulturalni?

niedziela, 16 kwietnia 2017

Witajcie

Na początek chciała bym się przywitać. Dzień Dobry, a może Dobry Wieczór
Jestem początkującą mamą, która dopiero poznaje smaki macierzyństwa. Upajam się tymi słodkimi chwilami i załamuje tymi gorzkimi momentami, których się nie spodziewałam.

Chciała bym z wami się dzielić swoimi obserwacjami, radościami, goryczami i niespodziankami.
Do pisania zachęcił mnie mąż, który widząc moje chwile załamania, mówił "Może powiedz o tym co cię boli innym, matkom. Może nieliczne zrozumieją, a i kilka ci pomoże". Cóż, miał rację. Rozmowy z obcymi mi osobami, wiele mi pomogły, a głownie wyjść z depresji poporodowej, czy pogodzić się z cesarką, za co jestem wielce wdzięczna. Teraz chciała bym i z wami podzielić się tym co myślę. A może to ja będę tą, która pomoże właśnie Tobie?

To startujemy :)